Kategorie: Wszystkie | okazyjnie | ozdóbki | użytkowe | widoki | zabawki
RSS
poniedziałek, 30 marca 2015

Nadchodzą czarne, ogromne, przerażające chmury.
Obejmują już niemal całe niebo, brutalnie gasząc ostatnie promienie słońca.
Świat zamiera w trwożnym oczekiwaniu. Co to będzie, co to będzie?!
A wrona bohatersko trwa na posterunku.

wrona na posterunku

Dzisiejszy dzień był bardzo dobrą ilustracją powiedzenia "w marcu jak w garncu". Pogoda zmieniała się jak w kalejdoskopie. Słońce, chmury, deszcz, potem znów słońce, znów chmury i znów deszcz. Całość okraszona nieustannie wiejącym silnym wiatrem.
A z tych ogromnych chmurzysk tylko trochę pokapało.

czwartek, 26 grudnia 2013

W poprzednim życiu musiałam być niedźwiedziem. Gdy nadchodzi grudzień, mogę spać po 12 godzin na dobę i nigdy nie czuję się wystarczająco wyspana. Ten stan trwa jeszcze przez pierwszy tydzień stycznia, a potem, wraz z wydłużającym się dniem, stopniowo zanika.
Przy swoim zamiłowaniu do kolekcjonerstwa powinnam mieć spory zbiór domniemanych przodków, ale nie, doliczyłam się zaledwie pięciu.

Miś klasyczny

Miś klasyczny. Mięciutki i sympatyczny. Usiłowałam przypomnieć sobie, skąd go mam... i nic, czarna dziura.

Miś walentynkowy

Miś walentynkowy. Jeśli ktoś jeszcze takiego nie ma, to na pewno kiedyś dostanie. Koniecznie z napisem po angielsku.

Miś w kratkę

Miś w kratkę. Miły i zawsze uśmiechnięty. Na etykietce był duży napis: "To nie jest zabawka!". Czym jest w takim razie? Sądząc ze sznureczka na głowie, to breloczek. A raczej breloczysko, w sam raz do przywieszenia na wielkim kluczu od zamkowych lochów.

Miś polarny

Miś polarny. Zatrudniony w charakterze Mikołaja, co bardzo mu się nie podoba - ale za coś żyć trzeba. Wolałby te wszystkie prezenty zjeść, zamiast je rozdawać.

Miś fałszywka

Miś fałszywka. Miód uwielbia nade wszystko. Usiłował podkradać go leśnym pszczołom, lecz został dotkliwie pogryziony. Wziął się na sposób i teraz udaje jedną z nich. Przyprawił sobie skrzydełka i czułki, a brzuszek i plecki pomalował w ciemne paski. Koledzy przezywają go Pszczółek Majek, czego wcale nie ma im za złe.

sobota, 07 lipca 2012

Uff... jak gorąco... Nie jestem miłośniczką upałów. Mój ulubiony zakres temperatur to 18-23 stopnie i wszystko, co wykracza ponad to, stanowi przyczynę przeraźliwej mordęgi. A tymczasem od tygodnia termometry wskazują ponad 30 stopni i nawet noc nie przynosi szczególnej ochłody...
Dobrze, że przynajmniej przy komputerze towarzyszy mi wiatraczek.

wentylatorek podłączany do usb

Kupiłam go kilkanaście dni temu, za jedyne 12 złotych. Wart jest tej ceny. Cóż, urodą nie powala, ale przecież nie można mieć wszystkiego. Przyłączam go do portu USB, pstrykam - i od razu robi się dużo, dużo przyjemniej. 

niedziela, 03 czerwca 2012

Zawsze było tak:
Wiosną pierwsze, pojedyncze pszczoły spotykałam już na żółtych forsycjach. Potem przychodził czas kwitnienia mirabelek i reszty wczesnych drzew i krzewów - naokoło aż brzęczało. A kulminacja następowała, gdy jabłonki obsypywały się kwieciem.
A teraz:
Jest początek czerwca. Do tej pory raptem parę razy natknęłam się na pszczolinki, porobnice i trzmiele - a pszczół miodnych praktycznie nie widuję. Trzy spotkania... cóż to jest.
Za to w domu mam dwie.

pszczółka domowa :)

pszczółka domowa :)

niedziela, 04 marca 2012

Życie w PRL-u było... cóż, nie oszukujmy się, dla większości ludzi było normalnym życiem. Innego nie znali i nie mieli poznać. Rządziła wówczas wszechobecna Partia (koniecznie z dużej litery), pochylająca się z troską (jakżeby inaczej) nad losem każdego szarego człowieka. Jej czerwone macki sięgały od Świnoujścia po Ustrzyki i od Suwałk po Bogatynię.

Partia od Bałtyku po Tatry

Oficjalnym organem Partii była Trybuna Ludu. Chętnie kupowana (ponoć) ze względu na nieźle redagowany dział sportowy. Innymi słowy, dużo i szczegółowo pisano tam o piłce nożnej. Raz do roku organizowano święto tej gazety, cieszące się wśród ludu ogromnym powodzeniem. Być może dlatego, że liczne stragany oferowały wtedy towary na codzień trudno dostępne, takie jak kiełbasa czy cytrusy.

Trybuna ludu

Dla obozu socjalistycznego jeden z priorytetów stanowiła walka o pokój. Taka to miała być walka, że kamień na kamieniu nie zostanie (jak głosiło niezwykle w tym czasie popularne, anegdotyczne Radio Erewań). Za symbol zmagań obrano gołębia, ptaka co prawda niezbyt pokojowo usposobionego, za to o dobrej prezencji.
Walka o pokój wzmogła się szczególnie w czasie wojny koreańskiej.

gołąbek pokoju z czasu wojny koreańskiej

W PRL-u jeździło się najpierw warszawami, potem syrenkami, moskwiczami i innymi wytworami socjalistycznej myśli technicznej. Znaczący postęp w rozwoju motoryzacji nastąpił w końcu lat 60., gdy nawiązano współpracę z włoskim Fiatem. Efektem były dwa modele samochodów - najpierw Polski Fiat 125p, a później absolutny hit (zapewne cena miała tu wiele do rzeczy) Polski Fiat 126p, zwany potocznie "maluchem".

Polski Fiat

Ciekawostką jest, że gołąb "koreański" zachował się do dziś w stanie niezmienionym. Z pozostałych pokazanych przeze mnie metalowych znaczków sypie się czarny pył, który niegdyś robił za pozłotkę. Najwyraźniej walka o pokój wciąż aktualna, w przeciwieństwie do całej reszty.

czwartek, 09 czerwca 2011

Jestem typem sowy. Moja naturalna pora snu zawiera się pomiędzy godziną drugą w nocy a dziesiątą rano. Niestety, naszym światem władają skowronki, więc niemal całe życie zmagam się z koniecznością wstawania bladym (albo i nawet całkiem ciemnym) świtem. Żeby choć dało się do tego jakoś przyzwyczaić... ale nie, z biegiem lat uczucie dyskomfortu się potęguje. I oczywiście niezbędny mi jest porządny budzik. Najlepiej taki z funkcją drzemki, bo wstanie od razu po pierwszym sygnale zdecydowanie przekracza moje fizyczne i psychiczne możliwości. Przed erą elektroniki często nastawiałam po dwa, obawiając się, że jeden może zawieść, albo wyłączę go i pogrążę się znów w słodkich snach.
Wiele miałam w życiu tych okropnych drrrrryndaczy, ale tylko nieliczne uchowały się do dzisiejszych czasów. Tak jak ten, bardzo już zabytkowy:

budzik zabytkowy

Jest duży, o obudowie wykonanej z miękkiej blachy, która tu i ówdzie odkształciła się z biegiem lat. Na tarczy brak najmniejszej wzmianki o producencie, ale napisy przy pokrętłach z tyłu ("czas", "budzik", "prędzej - wolniej") są po polsku, więc może to wyrób wczesnego socjalizmu? Od intensywnego używania odpadła kiedyś wskazówka, co definitynie zakończyło jego długi żywot. A dźwięk miał donośny, podobnie jak rosyjska Rakieta:

ruska rakieta ;)

Tego wynalazku używałam bardzo krótko, bo są jednak jakieś granice budzeniowego szoku. W dodatku przeraźliwe dzwonienie było trudno wyłączalne... brrr. Na szczęście wkrótce nadeszły lepsze czasy i lepsze budziki. O dziwo, mimo że nie wydzierały się tak głośno i nieprzyjemnie, ich skuteczność budzeniowa okazała się całkiem niezła.

chiński Wieczny Budzik

To model wielce osobliwy. Kupiłam go pięć albo sześć lat temu, w ramach wyprzedaży, za jedyne 12 złotych. Spodobał mi się wyświetlacz w postaci przezroczystej szybki. Budzik jest produkcji chińskiej, teoretycznie powinien podziałać najwyżej z miesiąc. Tymczasem chodzi nieustająco (wciąż na oryginalnej baterii!) i absolutnie idealnie - jedyna regulacja, jakiej przez te lata wymagał, to przestawianie z czasu letniego na zimowy i odwrotnie. Do dziś szczerze żałuję, że nie kupiłam dwóch.
Od chwili, kiedy cyfry zaczęły blaknąć (co zauważyłam po raz pierwszy dwa lata temu), zaczęłam go oszczędzać i wykorzystywać tylko jako zegarek. A budzę się metodą najbardziej trywialną z możliwych:

budzik w komórce

Tagi: zegary
18:37, radzido , użytkowe
Link Komentarze (19) »
 
1 , 2 , 3 , 4